Ratownictwo narciarskie - jest to zawód w istocie niszowy - ratownicy24.pl

Ratownictwo narciarskie – jest to zawód w istocie niszowy

ratownictwo narciarskie
fot.: arch. Ski Patrol PTTK

Sezon narciarski zbliża się wielkimi krokami. Jest to dobry moment, aby zgłębić swoją wiedzę na temat tego, czym właściwie jest ratownictwo narciarskie. O tym, jak zostać ratownikiem narciarskim, a także o przyczynach wypadków na stokach i urazach z nich wynikających, rozmawiamy z prof. nadzw. dr hab. Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego Robertem Borkowskim – przewodniczącym Podkomisji Ratownictwa Narciarskiego PTTK, ratownikiem narciarskim, instruktorem narciarstwa PZN i trzykrotnym brązowym medalistą Mistrzostw Świata Dziennikarzy SCIJ w narciarstwie.

Ratownictwo górskie i narciarskie – czym się właściwie różnią?

Najprościej rzecz ujmując – każdy ratownik górski z TOPR i GOPR jest też ratownikiem narciarskim, natomiast ratownik narciarski nie jest ratownikiem górskim. W 2011 r. Sejm RP uchwalił ustawę o bezpieczeństwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, która obowiązuje od początku 2012 r. Utworzono wówczas nowy zawód ratownika narciarskiego, czyli osoby, która ma kwalifikacje do udzielania pierwszej pomocy na trasach narciarskich i transportowania poszkodowanych ze stoków narciarskich. W ustawie rozgraniczono ratownictwo górskie od narciarskiego.

To pierwsze realizują nasze dwie służby górskie, czyli Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz siedem grup Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (bieszczadzka, krynicka, podhalańska, beskidzka, jurajska, karkonoska, wałbrzyska). Co ciekawe i zabawne, w ustawie Wyżyna Krakowsko-Częstochowska uznana jest za góry a Góry Świętokrzyskie górami nie są, gdyż… nie ma tam GOPR-u. Ratownictwo górskie (poszukiwania zaginionych turystów, udzielanie pomocy poszkodowanym na szlakach, narciarzom w terenie, poszukiwanie zasypanych w lawinach, sprowadzanie turystów i wspinaczy ze ścian skalnych, itd.) jest obowiązkową działalnością służb górskich finansowaną przez MSW. Kiedyś, kiedy było w Polsce o wiele mniej ośrodków narciarskich, GOPR-owcy troszczyli się też o bezpieczeństwo narciarzy na wszystkich trasach.

Wraz z rozbudową i powstawaniem nowych stacji narciarskich, nowych tras i wyciągów okazało się, że służby górskie nie byłyby w stanie zapewnić stosownej asekuracji, bowiem ośrodków jest bardzo dużo a poza tym sporo z nich znajduje się poza rejonami działania TOPR i GOPR (praktycznie w każdym województwie są wyciągi narciarskie). Chcąc zapewnić wszystkim narciarzom bezpieczeństwo, ustawodawca zobligował właścicieli (lub gestorów, tj. np. dzierżawców) zorganizowanych terenów narciarskich do finansowania ratownictwa narciarskiego. Zorganizowane tereny narciarskie to nic innego, jak trasy narciarskie przy wyciągach, pólka ćwiczebne ale także trasy do narciarstwa biegowego. Ponieważ prowadzenie stacji narciarskich to działalność komercyjna i na ogół dochodowa, to trudno wymagać by państwo ponosiło koszty i w pewien sposób dofinansowywało przedsiębiorców kosztami utrzymywania ratowników. TOPR i GOPR mogą prowadzić dodatkową działalność komercyjną (lecz nie kosztem obowiązkowej służby górskiej) podpisując umowy z gestorami wyciągów i pozyskiwać w ten sposób dla siebie dodatkowe fundusze. Dlatego np. w Białce na stokach zobaczymy na skuterach śnieżnych ratowników TOPR.

W stacjach narciarskich na nizinach (np. na Górce Szczęśliwickiej w Warszawie) pracują tylko ratownicy narciarscy a nie górscy. Nie wszyscy właściciele stacji narciarskich przestrzegają prawa i zdarza się, że są w Polsce stoki narciarskie bez ratowników. Zetknąłem się z przypadkiem, gdy właściciel małej stacji narciarskiej złożonej z 2 wyciągów i hotelu z basenem uznał, że do zapewnienia bezpieczeństwa wystarcza mu jeden ratownik wodny… Zdarza się też, że właściciel podpisuje umowę z podmiotem ratownictwa medycznego, co oznacza, że w razie wypadku kontuzjowany narciarz będzie leżał na śniegu i czekał na przyjazd karetki. Zetknąłem się z przypadkiem, gdy karetka mogła dotrzeć do stacji narciarskiej w ciągu 45 minut (!).

Ratownicy narciarscy powinni też asekurować trasy narciarstwa biegowego, lecz praktycznie wielu gestorów małych ośrodków biegowych tego warunku ustawowego nie spełnia uważając, że wypadek jest u nich niemożliwy. Jako narciarze-konsumenci powinniśmy sprawdzać, jak wygląda zabezpieczenie ratownicze w ośrodku, w którym wydajemy nasze pieniądze.

Na koniec trzeba wspomnieć o jeszcze jednym rodzaju ratownictwa a mianowicie o ratownictwie wysokościowym. Otóż każdy właściciel kolejki linowej oraz wyciągu krzesełkowego obowiązkowo podpisuje komercyjną umowę z TOPR, GOPR lub Państwową Strażą Pożarną na asekurację jego urządzenia wyciągowego w razie awarii. Jeśli niezbędna jest ewakuacji ludzi z krzesełek, gondol lub wagoników w razie przedłużającej się awarii (jak to miało w 1994 r. na Szrenicy w Szklarskiej Porębie, w 2008 r. na Złotym Groniu w Istebnej, w 2010 r. na Rusińskim Wierchu w Bukowinie Tatrzańskiej czy w 2019 r. na Kasprowym Wierchu), tylko te trzy służby dysponują odpowiednim sprzętem i wykwalifikowaną kadrą ratowniczą do przeprowadzania tego typu akcji. W ramach umowy ratownicy przed rozpoczęciem sezonu zimowego przeprowadzają ćwiczenia z ewakuacji na każdym zabezpieczanym wyciągu.

reklama

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.