2 lata, 2 miesiące i 2 dni pracy, za którą wezmą mnie kiedyś do nieba - ratownicy24.pl

2 lata, 2 miesiące i 2 dni pracy, za którą wezmą mnie kiedyś do nieba

Przygotowuje młodzież do zawodów uczelni medycznych. Doktorant i student medycyny, który na co dzień pomaga ratować ludzkie życie. O pracy w ZRM, szpitalu oraz o możliwościach wykorzystania teletransmisji USG w ratownictwie medycznym– Dominik Gałuszka.

Stres. To wróg czy przyjaciel ratownika medycznego? Jak sobie z nim radzisz?

Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ staram się nie stwarzać sobie oraz kolegom z zespołu sytuacji stresowych. W mojej ocenie takie momenty w pracy ratownika medycznego zależą od naszego podejścia do wykonywanego zawodu, wykształcenia i ciągłego powtarzania wiedzy, którą zdobyliśmy w przeszłości. Dlaczego? Ponieważ nawet te najbardziej dramatyczne sytuacje będące dla wzywających Zespół Ratownictwa Medycznego „końcem świata”, są do przejścia, jeżeli pamiętamy o wytycznych, algorytmach postępowania, dawkach leków i możemy liczyć na dobrą współpracę w zespole. Stres może pojawiać się przede wszystkim w sytuacjach, z którymi nie potrafimy sobie poradzić. Jednakże nawet z najcięższych sytuacji można „wyjść cało”, jeżeli ma się obok siebie jakiś mentorów, dobre dusze, czy po prostu przyjaciół.

Interwencja/wezwanie, które zapadło w Twojej pamięci?

Do końca życia nie zapomnę wezwania do 4-letniej dziewczynki. Pojechaliśmy do pobliskiego ośrodka zdrowia, gdzie czekało na nas nieprzytomne dziecko z ponad czterdziestostopniową gorączką oraz drgawkami gorączkowymi. Do ośrodka przywiózł dziewczynkę ojciec, który wniósł ją na rękach. Razem z nim była również jego żona– matka dziewczynki będąca w zaawansowanej ciąży. Zgodnie z posiadaną wiedzą wdrożyliśmy na miejscu leczenie przeciwdrgawkowe i przeciwgorączkowe. Po wstępnym ustabilizowaniu się stanu pacjentki, upewnieniu się, że z matką dziecka wszystko jest w porządku, zabierając także na pokład ojca dziewczynki, podjęliśmy transport do szpitala. W trakcie dojazdu do placówki dziecko kolejny raz dostało drgawek gorączkowych, pomimo iż udało nam się stopniowo redukować temperaturę. Wtedy zastosowaliśmy kolejne dawki leków, które przerwały epizod drgawkowy. Właściwie zaraz przed podjazdem na SOR dziewczynka po raz trzeci doświadczyła drgawek. Wtedy już na SOR-ze, we współpracy z lekarzem pediatrą i personelem podaliśmy kolejną dawkę leku przeciwdrgawkowego, ale tym razem z innej grupy. Kilkanaście sekund po jego podaniu dziecko przestało oddychać. Podjęliśmy zastępczą wentylację za pomoc worka samorozprężalnego z maską twarzową. Kilka minut później dziewczynka zaczęła spontanicznie oddychać. Ta sytuacja na długo zapadła w mojej pamięci, gdyż była jedną z pierwszych w moim ratowniczym życiu i zmotywowała mnie do ciągłego poszerzania wiedzy w zakresie stanów nagłych u dzieci. Pamiętam ją również dlatego, że blisko tydzień później do drzwi pogotowia zapukała 4-letnia Amelka i rzucając się na ręce powiedziała: „Dziękuję ze mnie Pan ulatował”. Oczywiście nie była to tylko moja zasługa, lecz całego Zespołu Ratownictwa Medycznego.

Często startujesz w zawodach związanych z ratownictwem medycznym. Na czym one polegają i co jest w nich najtrudniejszego?

Okazje do startu w zawodach związanych z ratownictwem medycznym miałem podczas pierwszych lat mojej pracy zawodowej w Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego. Nigdy nie udało mi się zająć w nich wraz z zespołem jakiegoś znaczącego miejsca, jednakże cały proces przygotowania do zawodów oraz udział w zadaniach był doskonałą okazją do powtórki posiadanej wiedzy i nauczenia się postępowania w sytuacjach, które nigdy nie zdarzyłyby się w trakcie dyżuru. Jestem przekonany, że właśnie dlatego udział w tego typu imprezach jest wartościowy, ponieważ pozwala przećwiczyć postępowanie w rzadkich rodzajach interwencji. Od pewnego czasu będąc nauczycielem akademickim podejmuje próby przygotowywania reprezentacji uczelni do startu w zawodach uczelni medycznych. Niestety, ostatnie zawody do jakich się przygotowywaliśmy miały odbyć się w 2020 roku, jednakże w związku z pandemią nie doszły do skutku. Można powiedzieć „szkoda”, ponieważ studenci od początku roku akademickiego 2019/2020 wiele godzin swojego wolnego czasu poświęcili na przygotowania. Z drugiej jednak strony myślę, że te ćwiczenia nie poszły na marne, ponieważ teraz jako ratownicy medyczni podjęli pracę zawodową i mogę być spokojny o to, że poradzą sobie z różnymi przypadkami klinicznymi.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.