Ludzka tragedia to nie serial. Tu umiera się naprawdę - Strona 5 z 5 - ratownicy24.pl

Ludzka tragedia to nie serial. Tu umiera się naprawdę

Po pewnym czasie postanowiliśmy udoskonalić i rozszerzyć instrukcję o inne tematy, m.in. sytuacje terrorystyczne, czy wprowadzenie języka angielskiego. Praca nad drugą edycją ruszyła na przełomie 2015 i 2016 r. Dołączył do nas st. post. Szymon Tworowski – policjant i specjalista ds. projektów multimedialnych Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Podczas któregoś ze spotkań padł rewelacyjny i przełomowy pomysł stworzenia, a w zasadzie przełożenia tego, co już stworzone, na mobilną aplikację na smartfony i tablety. I tutaj było duże zadanie dla Szymona, który sprostał mu w 100%. Aplikacja po kilku miesiącach ruszyła. Zupełnie darmowa, nowa na rynku wzbudziła duże zainteresowanie. Znalazła się także w Sklepie Google Play pod nazwą „Pierwsza pomoc w sytuacjach zagrożeń”. Dlaczego zmieniono nazwę? Ponieważ nie była to już tylko instrukcja udzielania pierwszej pomocy, ale informowała również np. o postępowaniu podczas pożaru w domu, w komorze silnika, o użyciu gaśnicy, tablicach ADR, zasadach bezpieczeństwa na lodzie i podczas powodzi itp. Tutaj duży wkład miała Państwowa Straż Pożarna z Bydgoszczy. Ogromny dział został poświęcony również zagrożeniom terrorystycznym, w tym m.in. zamachowi terrorystycznemu, działaniu aktywnego strzelca (zamachowca, zabójcy), atakowi przy użyciu pojazdu, sytuacji zakładniczej. Do jego tworzenia zaproszono Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Aplikacja jest rozwojowa, ciągle wzbogacana o nowe informacje, treści, filmy czy ciekawostki. Za chwilę uzyska nową szatę graficzną.

Pamiętajmy jednak, że sama aplikacja, czy instrukcja pierwszej pomocy nie wystarczy. Każdy z nas powinien przejść w ciągu roku przynajmniej dwa praktyczne kursy pierwszej pomocy pod okiem wykwalifikowanej kadry instruktorów, którzy na co dzień pracują w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego. Pierwszej pomocy nie można nauczyć się tylko teoretycznie. Potrzebne są zajęcia praktyczne. Co prawda każdy z nas kiedyś się z takim zajęciami zetknął. Czy to w szkole na lekcji z przysposobienia obronnego, czy na szkoleniach BHP, kursach w zakładzie pracy, czy w szkole nauki jazdy. Teoretycznie taki kurs mieliśmy. Niestety często – o zgrozo – tylko „na papierku”. Bo tego w danej chwili wymagały przepisy i trzeba było szybko go „załatwić” . Przestrzegam przed takimi sytuacjami. Żądajmy zawsze rzetelnych i profesjonalnych kursów. Ta wiedza naprawdę może się przydać.

Ratownictwo to pasja czy wyzwanie? A może i jedno i drugie? Jak Pan się do tego odniesie?

Ratownictwo medyczne to pasja. To jest coś, co my kochamy. Chyba nie ma nic piękniejszego niż uratować komuś życie, czy odebrać poród. To chwile dla których warto żyć i pracować. Ratownictwo to są takie emocje i wzruszenia, których nie jestem teraz w stanie opisać. To trzeba przeżyć. My przez jeden 24-godzinny dyżur, gdzie mamy reanimacje, wypadki, zgony, ludzkie tragedie, porody, udane resuscytacje, widzimy tyle, ile zwykły człowiek nigdy nie zobaczy przez całe swoje życie. To wachlarz emocji. Góra i dół. Ratownik medyczny też ma emocje, które działają w dwóch trybach pracy – włączonym i wyłączonym. Każdy musi umieć wytworzyć w sobie przełącznik i wiedzieć, kiedy te tryby zmieniać. Czasami musimy ubierać się w skorupę, a czasami ją zrzucić. Musimy umieć pokazać, że mamy uczucia. A definicją sukcesu zawodowego dla mnie jest pacjent, którego kolejny raz spotykam na swojej drodze i szczerze się do mnie uśmiecha. Cieszy się, że to właśnie mnie widzi, że to właśnie ja do niego znów przyjechałem. Ten zawód jest dla ludzi kochających innych ludzi.

Ratownictwo medyczne to też wyzwanie. Każdego dnia, na każdej wizycie. Każdy pacjent jest inny. Każdy wyjazd jest inny, bo „nic dwa razy się nie zdarza, żaden dzień się nie powtórzy”. Stan pacjenta może ulec zmianie – często na gorsze. Każda wizyta może być „niespodzianką”, nie tylko pod względem medycznym, ale i sytuacyjnym. Nasze przygotowanie musi być takie, abyśmy mogli podołać każdemu wyzwaniu. Pomimo 20 lat w zawodzie ciągle mi się chce…chce mi się ratownictwa. Ja nie przychodzę, żeby pracować. Przychodzę, żeby się pasjonować. Ciągle widzę sens w tym co robię. Praca ciągle mnie pozytywnie zaskakuje. Daje radość. Nie nudzi. Skłania do ciągłej nauki i doskonalenia. Nie pozwala spocząć na laurach. Zmienia priorytety. Mówiąc, że mam satysfakcję i radość z każdego uratowanego życia to jakby nic nie powiedzieć. Ratownictwo medyczne to mój wybór, to mój zawód, to moje życie, bo „….jeśli choć raz poczułeś radość powrotu kogoś do zdrowia i życia…będziesz to robił zawsze”. Oczywiście, ktoś powie pasja, satysfakcja, ideały…tym nie opłacę rachunków, nie utrzymam rodziny. Kilkaset godzin przepracowanych każdego miesiąca. Zgoda. Ale to zostawmy na inna rozmowę.

reklama
reklama

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.