„Od was kiedyś będzie zależało czyjeś życie” - Strona 2 z 4 - ratownicy24.pl

„Od was kiedyś będzie zależało czyjeś życie”

Czy wśród ratowników można znaleźć przyjaciół? Czy raczej po tylu godzinach spędzonych wspólnie np. w karetce odcina się Pani od pracy?
Jeśli mam być szczera, to zdecydowana większość moich przyjaciół oraz osób, z którymi jestem blisko, ma związek z ratowniczym środowiskiem. To całkiem naturalne, zważywszy na to, że dzięki wspólnym pasjom mamy wiele tematów do rozmów. Zawsze się śmieję, że ratownicze środowisko jest dość specyficzne, mamy swój własny humor, żargon i to m. in. sprawia, że między nami jest tak fajnie, luźno. Nawet mój partner jest ratownikiem, często pracujemy razem, czy to w karetce, czy podczas zabezpieczeń medycznych. Rozumiemy się bez słów i żadne też nie ma do drugiego pretensji, gdy jest zmęczone i np. nie ogarnęło mieszkania, bo niedawno wróciło z długiej obstawy – przecież oboje znamy ten temat od podszewki.

Jak zmieniła się Pani praca jako ratownika w trakcie pandemii?
Przed pandemią moja praca polegała głównie na braniu udziału we wszelkiego rodzaju zabezpieczeniach medycznych imprez. Pomagałam też w szkoleniach i zajęciach z pierwszej pomocy. Często robiłam to wszystko jako wolontariusz w stowarzyszeniu, do którego wcześniej należałam. W dobie pandemii udało mi się znaleźć pracę na transporcie sanitarnym pacjentów z COVID-19. Wcześniej pracowałam także na oddziale chorób wewnętrznych jako opiekunka. Tam faktycznie zdarzali się pacjenci z pozytywnym wynikiem na obecność wirusa, więc dużego szoku nie było. Jednak trzeba było się przyzwyczaić do tej nowej rzeczywistości i wymagających standardów bezpieczeństwa. Był to także dla mnie bardzo trudny okres, ponieważ z uwagi na moją pracę i to, że zajmuję się tylko pacjentami zakażonymi SARS-CoV-2, musiałam mocno ograniczyć kontakt z rodzicami i siostrą, aby ich nie narażać.

Karolina Bober - ratownik KPP
fot. Karolina Bober

Jaką akcję ratowniczą zapamięta Pani do końca życia?
Jest wiele akcji, które zapadły mi w pamięć z uwagi na ich okoliczności, czy miejsce, w których się one wydarzyły. Na pewno będę pamiętać swoją pierwszą poważniejszą interwencję na zabezpieczeniu medycznym pewnego konwentu w moim mieście. Pamiętam, że byłam wtedy na patrolu z przyjaciółką, zostałyśmy przydzielone na naprawdę maleńki koncert. Jego uczestników mogłabym policzyć na palcach obu rąk. Śmiałyśmy się między sobą, że co może się wydarzyć, w końcu praktycznie nikogo tam nie było. A jednak – trafił się nam starszy mężczyzna, który generalnie słabo się poczuł. Im dalej w las (po wszelkich badaniach, analizie objawów), tym bardziej nasze podejrzenia skłaniały się w stronę zawału mięśnia sercowego. Skończyło się przyjazdem ZRM, bo faktycznie wszystko wyglądało naprawdę groźnie. Od tamtej pory jestem wyczulona na takie “tylko małe imprezki”, jak to często organizatorzy je nazywają.

Czy pamięta Pani akcję, kiedy pacjent był agresywny?
Zdarzały się i takie momenty, ale na szczęście nigdy sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. Zazwyczaj, na szczęście, wystarczała stanowczość, spokój oraz ignorowanie agresywnych zaczepek.

reklama
reklama

Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z naszych stron internetowych bez zmiany ustawień przeglądarki dotyczących plików cookies oznacza, że zgadzacie się Państwo na umieszczenie ich w Państwa urządzeniu końcowym. Więcej szczegółów w Polityce prywatności.